czwartek, 8 sierpnia 2013

Creme brulee w trzech odsłonach smakowych


Creme brulee, to jeden z moich ulubionych deserów, który pokochałam od dnia kiedy spróbowałam go po raz pierwszy. Ponoć ten deser powstał w Cambridge, ale uchodzi za francuski, a po raz pierwszy został opisany w książce kucharskiej już w 1691 roku. Creme brulee jest tak popularnym i lubianym klasykiem, że jest podawany w wielu krajach, ale, szczerze mówiąc, nikt nie nie potrafi z niego zrobić takiego majstersztyku jak Francuzi. Idealnie delikatna i schłodzona  masa śmietankowo-jajeczna, a na niej jeszcze ciepła warstwa gorzkawego i chrupiącego karmelu (jednak nie takiego, który wymaga użycia młotka, co raz zdarzyło mi się we Włoszech), oto idealny creme brulee. Jednak wersja, która mi się trafiła w tym roku podczas wakacji w Prowansji przerosła moje oczekiwania. To było cacko, które żal było napocząć, ale , nie ma obawy, napoczęłam i wtedy okazało się, że smakiem dorównuje wyglądowi. Były to cztery różne warianty smakowe o nutach delikatnych, jednak wyczuwalnych: cynamonowa, lawendowa, imbirowa i klasyczna. W miniony weekend spróbowałam odtworzyć ten deser ograniczając się jednak do 3 smaków i muszę nieskromnie przyznać, że byłam z siebie całkiem zadowolona. Dzielę się więc przepisem i techniką przygotowania (jest przy tym trochę brudnych naczyń, ale dla efektu warto się pomęczyć)

Składniki (na ok 8 porcji po 3 małe kokilki):
1 litr śmietany (użyłam pół na pół kremówkę i 18%-ową)
1 laska wanilii
6 żółtek
1/2 szklanki cukru pudru
2 łyżki likieru pomarańczowego lub migdałowego (jak nie mamy, nie szkodzi)
1 łyżeczka suszonych kwiatów lawendy
1/2 kawałka cynamonu
brązowy cukier do zrobienia karmelu

Sposób przygotowania:
Śmietanę wlać do garnka i zagotować dodając do niej ziarenka  z rozkrojonej laski wanilii.
Zagotowaną śmietanę przykryć i odstawić na chwilę, w tym czasie ubić w misce żółtka z cukrem pudrem, dodać likier.
Żeby zrobić warianty smakowe rozdzieliłam ugotowaną śmietanę na 3 równe części, każda w osobnym garnuszku (posłużyłam się w tym celu łyżką wazową, żeby odmierzyć tyle samo łyżek). Takiego samego podziału dokonałam z jajkami - podzieliłam na 3 miseczki.
Do śmietany w garnku nr 1 dodałam kwiaty lawendy, w garnku nr 2 - kawałek cynamonu, obydwa garnki podgrzewałam jeszcze kilka minut, żeby śmietany nabrały smaku. Kiedy smak był już wyczuwalny, do każdej kolejnej miski z jajkami dolewałam przez sitko (żeby zgubić kwiaty i kawałki cynamonu) jeszcze mocno ciepłą śmietanę o innym smaku mocno mieszając, żeby nie powstały grudki.
Gotowy krem rozlałam do małych kokilek.
Teraz trzeba było już tylko zapiec krem w piekarniku, a najważniejsze, to nie pomylić kokilek, żeby wiedzieć, gdzie mamy który smak.
Kokilki ustawiłam więc na blasze, każdy smak w osobnym rzędzie, a na blachę wlałam trochę wody, mniej więcej do połowy wysokości kokilek. Całość wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 150 °C na ok. 40 min (czas zapiekania zależy od grubości warstwy kremu, można więc po upływie tego czasu sprawdzić palcem, czy kremy się ścięły i ewentualnie wydłużyć czas o kilka minut.
Po wyjęciu z pieca poczekałam aż kremy ostygną, wstawiłam do lodówki, żeby się porządnie schłodziły, a przed podaniem każdy z nich posypałam brązowym cukrem, który przypaliłam palnikiem gazowym (takie palniki można kupić np. w sklepach Duka). Karmelizację cukru można też zrobić w piekarniku (wstawić blachę z kokilkami na krótko do wysokiej temperatury aż cukier się upłynni i skarmelizuje).