niedziela, 13 lipca 2014

Wielkie żarcie, czyli piknik Blogerchefa nie tylko dla blogerów

O konkursie Blogerchef, którego finał odbył sie w ubiegłą sobotę w hotelu Windsor w Jachrance pod Warszawą pisałam w jednym z ostatnich postów. Było to w ubiegłą sobotę - 5 lipca. Nie na konkursie i wręczeniu nagród zakończył się jednak tamten weekend. Niedziela 6 lipca była dalszym ciągiem kulinarnej fiesty. W ten dzień, bowiem, odbył się otwarty piknik, a w ramch niego pokazy, konkursy i niekończące się degustacje.



Od samego niedzielnego poranka park otaczjący hotel Windsor zapełnił się stoiskami, którym patronowali sponsorzy wydarzenia, a na każdym ze stoisk działy się rzeczy ciekawe, a co ważniejsze, pobudzające apetyt. Na stoiskach eksperci kulinarni z pomocą blogerów przygotowywali najrozmaitsze większe i mniejsze przekąski, napoje i dania z prawdziwego zdarzenia, których mógł spróbować każdy, w tym goście czterech wesel, które odbywały się w Windsorze poprzedniego dnia.
Wśród kulinarnych atrakcji było na przykład stoisko marki Fit & Easy, a na nim ambasador marki  Jan Kuroń czarował cudowne sałatki pokazując, jak można zielone produkty wkomponować w każdy posiłek dnia.


Kto już pobudził swój apetyt sałatkami, mógł przejść do stanowiska marki Winiary, gdzie grupa blogerów o nazwie Przyjaciele Winiar przygotowywała bardziej konkretne potrawy z wykorzystaniem marynat, sosów i majonezów Winiary. Były więc grilowane ryby, a do nich oryginalne sosy, terrina z warzyw oraz sałatki z majonezem. A wszystko pod okiem szefa kuchni Nestle - Jerzego Pasikowskiego. I choć sama nie brałam w tym udziału i tak czuję się przyjacielem Winiar, bo to marka z mojego rodzinnego miasta - Kalisza i pamiętam ją od dziecka, zanim jeszcze stała się własnością korporacji.


Jeszcze dobrze nie nacieszyłeś oka kolorami i smakami Winiar, a tu już wpadasz w sidła kuchni Sokołowa. Tu specjalnością są steki z wołowiny, chyba flagowego produktu Sokołowa. Na temat przyrządzania ich w sposób idealny instrukcji udziela ekspert Zbigniew Kurleto. Steki są zaiste pysznie soczyste, a ten smak, to kombinacja jakości mięsa i umiejetności pana Zbigniewa.

Były już lekkie sałatki, bardziej konkretne rybki z grilla, zupełnie konkretne steki, ale żar się z nieba leje i, mimo, że nikt nie narzeka, bo jak piknik, to piknik, jednak pić się chce... Na takie potrzeby piknik Blogerchefa też ma rozwiązanie. Jest tu bowiem stanowisko POSTI, a na nim grupa blogerek czaruje mrożonymi herbatami ze świeżymi owocami i miętą. Cudowny, orzeźwiający napój, który wpada mi w ręce w wymarzonym momencie.


Na stanowisku POSTI odbywa się też konkurs na danie lub deser z użyciem herbat ziołowych. Wygrywa brownie bananowo-miętowe Darii Diering - autorki bloga www.trufelkowo.blogspot.com
Brownie wygląda imponująco i wygrana jest w pełni zasłużona.


W środku dnia następuje mała przerwa w pokazach kulinarnych i blogerzy mogą wziąć udział w zamkniętych warsztatach. Są dwa tematy do wyboru: wypieki i czekolada. Wybieram wypieki. Jedne i drugie warsztaty prowadzi cukiernik Piotr Chylarecki - wykładowca akademii czekolady Callebaut.
Na moich warsztatach przygotowujemy krem patissiere, niby klasyk w cukiernictwie, jednak nasza wersja jest nieco bardziej zakręcona, bo do kremu dodajemy cynamon i odrobinę imbiru, a przed samym pieczeniem dzielimy krem na pół i jedną część doprawiamy chilli, drugą rozmarynem, jednym słowem, szalejemy z przyprawami od kolejnego sponsora - firmy Apetita. Jak to z naszym kremem patissiere było, zobaczcie na poniższej fotorelacji.


Deser był bezwstydnie czekoladowy, ciemna czekolada w kremie, biała w posypce, do tego czekoladowe kuleczki na wierzchu, a na talerzu dla dekoracji "ziemia" z białej czekolady i świeże owoce. Miliony kalorii, ale jak się tym przejmowac w taki dzień?
Nie byłam, niestety, na warsztatach z czekolady, ale zdjęcia przyprawiły mnie o zazdrość. To było coś, jak w małym sklepiku firmy Ritters w Berlinie, gdzie za kilka € każdy może skomponować własną czekoladę z gigantycznej ilości dostępnych dodatków. Polecam to miejsce wielbicielom czekolady. A te z pikniku Blogerchefa wyglądały tak:


Dzień powoli dobiegał końa, po drodze były jeszcze fantastyczne piwa (w tym moje ulubione z kwiatem czarnego bzu), z których kolejny ekspert ugotował m.in. wołowinę duszoną w piwie Koźlak. Były też włoskie sery z mleczarni w Skierniewicach i Patiserka - moje największe odkrycie - domowe lody i sorbety z prawdziwych owoców, a nawet z całymi owocami w środku. Każdy może je zrobić w domu, a sprzętu i inspiracji dostarcza własnie Patiserka. Czy nie są cudne?



Tego dnia ostatni punkt programu okazał się gwoździem programu, który przyciągnąl największe tłumy kibiców i degustatorów ( zwłaszcza, że weselnikom dnia poprzedniego zaczyna o tej porze wracać apetyt).
Ten punkt programu to pokaz Dawida Pietrasza - szefa kuchni hotelu Szafran**** w Czeladzi, który z produktów marki Ole z pomocą blogerów przygotuje małe arcydziełka zwane fingerfoodami, czyli mini przekąski na jeden kęs. Sama wkręcam się w te przygotowania i mieszam, kulam, obtaczam, doprawiam, dekoruję itp. To, co powstaje z naszej wspólnej pracy, to nie tylko rozkosz dla podniebienia, ale poza tym uczta dla ducha, bo każdy nowy wariant fingerfoodów jest jak muzealne arcydziełko artysty, kolorowa mini-rzeźba, a każda kolejna zachwyca bardziej. Dawid Pietrasz z niebywałą zwadą i swobodą demonstruje, jak, mając do dyspozycji kilka słoiczków produktów Ole oraz trochę sera, kurczaka, czy krewetek wyczarować niekończacą się ilość wariantów fingerfoodów, tu nie ma granic, granicą jest tylko nasza fantazja i wyobraźnia. Tłumy rozchwytują nasze cacka tak szybko, że nie nadążamy z dekorowaniem.
Zobaczcie sami:, jakie są ładne:

    

A oto sam autor pomysłu i jego popisowy lustrzany półmisek:


To już, niestety, koniec pikniku. Organizatorzy dokonali naprawdę cudu organizacyjnego, żeby spiąć tyle różnych wydarzeń, nie tylko pod względem organizacyjnym, ale także logistycznym i sprzętowym.
Kasiu, Marku, gratulacje i podziękowania. Bo kiedy spotyka się tyle osób dzielących tę samą pasję, to wyzwala się w nich szczególna energia i chęć do współdziałania i to było w tym wszystkim najsympatyczniejsze...