wtorek, 21 października 2014

O sycylijskich śladach Ojca Chrzestnego, domach nadgryzionych zębem czasu i pysznych sycylijskich cannoli

Przypuszczam, że u większości osób hasło "Sycylia"  uruchamia cały ciąg pięknych obrazów, na których wiodącym tematem jest zawsze turkusowe morze po którym śmigają motorówki i drogie jachty, słoneczne niebo bez skazy, piękne, niekończące się piaszczyste plaże, wielogwiazdkowe hotele z basenami i tym podobne klisze znane z katalogów biur podróży.

Fragment wybrzeża w okolicy Taorminy



To mój drugi wyjazd na Sycylię, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że morze rzeczywiście jest urocze, ale już słońce czasami zawodzi, plaże nie wytrzymują porównania z bałtyckimi, karaibskimi, czy tajskimi, a hotele i baseny są takie same, jak wszędzie na świecie. Mimo to, z poprzedniego wyjazdu wróciłam zachwycona Sycylią i zaraz następnego dnia po powrocie podjęłam postanowienie, że tu wrócę.
Jak więc spędzić wakacje na Sycylii, żeby a/zobaczyć jak najwięcej nowych miejsc, b/nie przepychać się w tłumie turystów, c/poznać prawdziwą i  nieskomercjalizowaną Sycylię, której nie zobaczy się w katalogach biur podróży?
Ustalamy następujacy scenariusz: a/ za cel obieramy wschodnią część wyspy (poprzednio nasz punkt wypadowy był w północnej części), b/mieszkamy na wsi w gospodarstwie agroturystycznym 12 km od Taorminy wśród sadów pomarańczowych i cytrynowych, c/wynajmujemy samochód (jaki, jak nie Fiata 500!!!) i podróżujemy po miejscach nieznanych przewodnikom turystycznym (tym razem naszym przewodnikiem są polskie, brytyjskie i włoskie blogi podróżnicze). Żeby jednak nie być przesadnie ortodoksyjnym, zrobimy wyjątek dla Taorminy i Syrakuz...

Nasza "biała strzała" na parkingu naszego agroturismo
Po krótkiej naradzie wpada nam do głowy genialny pomysł. Na początek pojeździmy śladami
Ojca Chrzestnego. Kto raz przeczytał tę książkę, ten nigdy nie przestanie do niej wracać, aż w końcu nauczy się na pamięć pewnych kwestii, mafijnych symboli i dialogów. Ja osobiście ją uwielbiam. Pamiętam, że po raz pierwszy czytałam ją przed laty podczas pobytu w szpitalu. Nie mogłam się od niej oderwać ani na chwilę, aż w końcu  jedej nocy jakiś dyżurny lekarz powiedział do mnie: "A pani to jakaś taka.... czytająca jest...". Jak tylko skończyłam, natychmiast wróciłam na początek i zaczęłam od nowa. Film, który powstał na podstawie książki jest równie wybitny i nie bez powodu od lat utrzymuje się w czołówce najlepszych filmów wszechczasów (http://www.imdb.com/list/ls055386972/)
Wprawdzie większość akcji filmowej trylogii "Ojciec Chrzestny" toczy się w Nowym Jorku, ale większość, to nie wszystko, Sycylia również gościła ekipę fimową Francisa Forda Coppoli, gdyż tu nakręcono scenę ucieczki Vito Corleone z Sycylii do Ameryki oraz banicję Michaela Corleone.
Zaczynamy od maleńkiej miejscowości Forza d'Agro. Nie jest łatwo znaleźć do niej drogę. Miejscowość położona jest na szcycie niemałej górki, a dojazd do niej, to jak droga do piekieł: wąska, kręta i stroma. Jest na niej miejsce na mijankę zaledwie dwóch fiacików 500. Truchleję, żeby zza zakrętu nie wyjechało coś większego. Podobno widoki zapierają dech w piersiach, ale nie patrzę na boki, tylko pilnuję, żeby koła fiacika nie omsknęły się z niezabezpieczonego pobocza. W końcu nie wytrzymuję i spoglądam w dół, na morze i od razu robi mi się słabo. Shrek, ja w dół patrzę! - krzyczę kultowym tekstem z filmu. Nie patrz w dół! - słyszę kategoryczną odpowiedź.

Widok z drogi do Forza d'Agro
Forza d'Agro jest klaustrofobicznym miasteczkiem położonym na ciasnym wierzchołku wzgórza. Wąskie i strome uliczki nie dają możliwości spokojnego zaparkowania samochodu, zwłaszcza, że są już obstawione nieskonczoną ilością fiacików 500 stojących w odstępach 5 - centymetrowych (czy oni się tu umawiają na wjeżdżanie i wyjeżdżanie gęsiego o jednej godzinie?). Główną atrakcją miejscowości jest kościół Sant'Agostino. W II części Ojca Chrzestnego zagrał on tło sceny, w której młody Vito (wówczas jeszcze Andolini) ukryty pod sianem w wozie ciągniętym przez osła wyjeżdża z Corleone, aby móc uciec do Ameryki przed gniewem lokalnego mafiosa, Don Ciccia. Mury kościoła są tak przeżarte czasem, że gdyby nie kilka współczesnych samochodów przed kościołem, sama czułabym się jak część rodziny Corleone. 
Szybko uciekamy z Forza d'Agro przed potencjalnym gniewem policji (nasze parkowanie zasługuje na to) i pędzimy do następnej filmowej lokacji - miasteczka Savoca.

Forza d'Agro - Kościół Sant'Agostino. 
Kiedy Coppola kręcił Ojca Chrzestnego w 1971 roku, Corleone - wioska, z której pochodzi książkowo-filmowy Vito byla już "nowoczesna", jak na Sycylię, obudowana blokami i pozbawiona autentyzmu historycznego. Reżyser, aby oddać prawdziwość scenografii zmuszony był szukać innych lokacji - takich, które przez te wszystkie lata były bezlitośnie poddawane działaniu czasu. Znalazł 3 takie miejsca we wschodniej części Sycylii: wspomniana wyżej Forza d'Agro, Savoca oraz Fiumefreddo di Sicilia. Każde z tych miejsc zagrało kawałek Corleone i każde z nich do dzisiaj wygląda, jak wtedy.

Savoca również leży wysoko w górach, dojeżdża się podobną drogą, jak do Forza d'Agro, ale przynajmniej z parkowaniem nie ma problemu.

Zapadające się domy w Savoca
Tu czas naprawdę stanął w miejscu dawno, dawno temu. Nie wierzę własnym oczom. Wszystkie te zapadające się ruiny na zdjęciu powyżej mają wspaniały, warty miliony Euro widok na turkusowe morze (o miastach Sycylii zapomnianych przez cywilizację napiszę innym razem), mimo to, zostały opuszczone przez właścicieli. Wracając do Ojca Chrzestnego, to w Savoca powstała duża część scen dotyczących wątku banicji Michaela Corleone. Kluczowy plan filmowy w Savoca, to: bar Vitelli, w którym Michael rozmawia z ojcem Apolonii, jego przyszłej żony, prosząc o zgodę na ....rozpoczęcie zalotów. Wówczas Michael ujawnia swoje imię i nazwisko i wypowiada słynną sekwencję: "some people would pay a lot of money for that information, but then your daughter would loose a father instead of gaining a husband"... klasyczna "propozycja nie do odrzucenia". 
Kolejne plany w Savoca, to położony na szczycie wzgórza kościół San Nicolo, w którym odbył sie filmowy ślub Michaela i Apolonii oraz Piazza Fossia, dokładnie na wprost baru Vitelli, gdzie kręcono scenę wesela Michaela i Apolonii.
Mając już na koncie zaliczone Forza d'Agro, zwiedzanie Savoca rozpoczynamy od... baru Vitelli.
Niesamowite, jak niewiele różni się on od tego filmowego. Przybyło tylko zieleni na zewnątrz, wszystko inne bez zmian, nawet tabliczka Italian Pilsen na lewo od drzwi wejściowych, koralikowe zasłonki w drzwiach i chyba nawet niektóre meble są te same. Oto filmowa scena w barze Vitelli:


A oto dzisiajszy bar (tak cudownie niedzisiejszy):




Wewnątrz baru pachnie kawą i cytrynami, na ścianach wiszą zdjęcia z planu filmowego i filmu oraz mosiężna grawerowana tabliczka, która dołączyła do zdjęć po tym, jak film zdobył 3 Oskary w 1973 roku (najlepszy film, najlepszy aktor w roli pierwszoplanowej - Marlon Brando, najlepszy scenariusz adaptowany). Przy ladzie, za którą parzy się kawę stoją kartony z okropnymi koszulkami przedstawiającymi Ala Pacino lub filmowy plakat z Il Padrino, każda za 15 € (nikt nie kupuje, bo tu praktycznie nie ma turystów). 



Siedzimy w barze Vitelli, zamawiamy obowiązkową cytrynową granitę i cappuccino z migdałowym ciastkiem i pożeramy wzrokiem widok kościoła St Nicolo wysoko na wzgórzu oraz turkusowego morza daleko w dole. Na Piazza Fossia, tuż przed barem Vitelli stoi dziwna instalacja z materiału przypominającego lustro, przedstawiająca postać F.F Coppoli za kamerą. W lustrzanej postaci odbija się bar Vitelli.


 Po orzeźwiającej granicie wspinamy się do kościoła. Wchodzimy do środka i rozglądamy się. 


Spoglądam na ołtarz i natychmiast przypomina mi się inny film o mafii - "Mickey Niebieskie Oko". Pamiętacie takiego mafiosa, który zmusił Hugh Granta do licytowania w domu aukcyjnym Sotheby's obrazów mafijnego syna - malarza nieudacznika? A potem wymuszał na gościach aukcji licytowanie tych bohomazów? A jeden z nich nazywał się "Die little piggy, die, die".. Więc, wchodzę do tego kościoła i na ołtarzu widzę własnie coś takiego... dziwaczne, psychodelliczne, jaskrawe (mam nadzieje, że to nie są jakieś arcydzieła...), już nie wiem, w jakim filmie jestem..

Ołtarz kościoła St Nicolo                             Droga z koscioła do miasta

Przed kościołem tablica parafialna, na niej opisana cała historia kościoła i .... zdjęcie ślubne Michaela i Apolonii.



A tu: fragment sceny ślubnej nakręconej w tym  kościele:


Kręcimy się po zakamarkach Savoca, a za każdym rogiem coś ciekawego, niby taka mała dziura, a nie ma końca tych rozgałęziających się, wąskich uliczek. Na koniec, od wspomnianego kościoła schodzimy w dół do miasta na Piazza, dokładnie tą ulicą, którą schodził cały filmowy orszak ślubny prosto na wesele, które odbywało się tu, na Piazza Fossia, dokładnie na wprost baru Vitelli. Na potrzeby filmu dość współczesna nawierzchnia ulicy została wysypana piaskiem.
Na koniec pobytu w Savoca, gdy potworny głód kategorycznie domaga się zaspokojenia, trafiamy do jedynej restauracji - La Pineta, niestety trwa poobiednia przerwa, wszystkie stoliki wolne, a w kuchni jeden człowiek, który obiecuje sprowadzić kucharzy. Siadamy na tarasie, a tu z kolei wielka ślubna fotografia Michaela i Apolonii bez twarzy, w to miejsce można włożyć własną i upamiętnić to na zdjęciu.  Z kucharzami jednak jest problem, więc zbieramy się do odjazdu, a szkoda, bo tu w kuchni pracuje podobno kobieta, która w filmie Ojciec Chrzestny statystowała, jako dziewczynka sypiąca kwiatki. Widać ją w pierwszej scenie powyższego fragmentu.


Wyjeżdżamy więc z Savoca zachwycone jej urokiem, niekomercyjnością i bezpretensjonalnością. Gdyby to było w USA, Amerykanie zrobiliby tu park tematyczny Il Padrino, a z kościoła na plac co godzinę maszerowałyby parady przebierańców udających weselników, dookoła powstałoby pełno hoteli, fast-foodów i inne "udogodnienia" znane z Disneylandu.
A tak, można pospacerować uliczkami Savoca spotykając zaledwie 4 turystów...cudnie.

Brama prowadząca do Castello degli Schiavi
Kolejnego dnia śladami Ojca Chrzestnego trafiamy do miejscowosci Fiumefreddo di Sicilia. Tu powstały kolejne sycylijskie sekwencje Ojca Chrzestnego. Planem filmowym był Castello degli Schiavi - przepiękna, prawie 300-letnia willa, o typowo sycylijskiej architekturze, cudownie nadgryziona zębem czasu, utopiona w niezwykle bujnej, mimo upalnego klimatu, zieleni.  Castello stanowiło miejsce pobytu Michaela Corleone podczas jego sycylijskiej banicji, To przed tym domem zginęła, w efekcie wybuchu bomby, Apolonia (cz.1), to w tym domu zmarł Michael Corleone (cz.3.).  Nawet brama z powyższego zdjęcia i studnia z ponizszego zagrały w kilku ujęciach filmu.

Castello degli Schiavi od strony dziedzińca  (www.panoramio.com)
Castello degli Schiavi, szczęśliwie, nie został zamieniony w muzeum, jest to własność prywatna i należy do nijakiego Barona Platania i, niestety, nie można go zwiedzać.  Dzięki temu jesteśmy z tym miejscem sam na sam, a nasz samochód jest jedynym, jaki się tu zatrzymał.

Castello degli Schiavi tonie w zieleni
Poniżej kluczowe sceny  kręcone w Castello degli Schiavi: śmierc Apolonii (cz. 1) oraz śmierć Michaela - ostatnia scena całej trylogii.




To już wszystkie filmowe lokacje będące w naszym zasięgu na wschodnim wybrzeżu Sycylii. Postanawiam natychmiast po powrocie do Polski obejrzeć od nowa (nie wiem, który to już raz) wszystkie 3 części ...
A pobyt w Fiumefreddo di Sicilia  kończymy w pasticcerii, gdzie, kompletnie bez wyrzutów sumienia, nie żałujemy sobie kalorii i wciągamy gigantyczne cannoli, czyli typowo sycylijski deser - obłędnie chrupiące rurki z obłędnym kremem z serka ricotta i pistacjami (zapisuję je jako "must cook" po powrocie do domu).  A tak na marginesie, to słynne sycylijskie cannoli równiez zagrały swoją, drugoplanowa rolę w filmie Ojciec Chrzestny. W poniższej scenie najpierw Clemenza słyszy od żony "don't forget the cannoli", a na koniec, po tym, jak Lampone zastrzelił Gatto, Clemenza z olimpijskim spokojem wypowiada swoją kultową sekwencję: "Leave the gun, take the cannoli". Po czym oddala się z białym pudełeczkiem przewiązanym sznurkiem zostawiając trupa w samochodzie...



Przepis na sycylijskie cannoli wkrótce.