sobota, 17 października 2015

Domki elfów i trolli i po marchewkę do sąsiada, czyli bajkowa strona Bornholmu




Pisałam już wcześniej o tym, że Bornholm, choć tak blisko od Polski, jest zupełnie innym światem.  Wspaniałe krajobrazy, przestrzeń, rześkie powietrze i intensywna zieleń stanowią w dużym stopniu o uroku wyspy. Nie sposób jednak nie poświęcić więcej uwagi zabudowie miasteczek, czy to stolicy wyspy - Ronne, czy innych, mniejszych, jak Svaneke, Hasle, Gudhjem, czy Allinge. Uliczki takich miasteczek przypominają do złudzenia mieszankę jakichś małych greckich wysepek z bajkami o trollach i elfach. Domki, najczęściej szachulcowe, czyli z konstrukcją drewnianą są przeważnie parterowe, czasem trafią się jednopiętrowe, ale te już wyglądają przy tych parterowych jak wieżowce. Nie pierwszej młodości mury, czasem, a właściwie najczęściej lekko odrapane lub spękane pomalowane są na rozmaite kolory, żółcie, błękity, rudości, pomarańcze. Już brzmi kiczowato, prawda? A jeśli dodać do tego ramy okien i drzwi w kolorze zdecydowanie kontrastującym z murem? Psychodelka? Nieee..., to jest czarujące. Bo każdy domek, to osobna bajka.


Warto się zatrzymać i przyjrzeć szczegółom. Tu jakaś oryginalna skrzyneczka na listy, tu śmieszna latarenka lub kołatka w kształcie zaciśniętej piąstki, tam miniatura doniczki z niebieskimi kwiatkami na tle żółtego muru, tu wizytówka, na której są tylko imiona mieszkańców, a obok, na schodkach (tak, zdecydowanie schodkach, nie schodach) donice wyglądające jak dwa kalosze. A to, że przed różowym domkiem stoi różowy rower, a przed kremowym kremowy? Myślałam, że to przypadek, dopóki nie zobaczyłam, że przed niebieskim domkiem stoi niebieski rower...



Do tego dochodzi aranżacja okien, w których znaleźć można dosłownie wszystko, od najbardziej banalnych doniczek i wazoników z kwiatami po rozmaite figurki, kamienne głowy i kolekcje noży. Ach... i zapomniałabym... kwiaty, kwiaty, kwiaty. Malwy, hortensje, lawendy... sprawiają, że jest jeszcze bardziej kolorowo i bajkowo.


A wszystko jest w rozmiarze XS, zupełnie, jakby w tych domkach mieszkały elfy lub trole, a nie rośli Duńczycy, którzy muszą zgiąć się wpół wchodząc do domu przez niezbyt wysokie drzwi.

 



Jeszcze większym zaskoczeniem są mini warzywniaczki, które spotkać można zarówno w miasteczkach, jak i na wsiach, czy wręcz w tzw. szczerym polu. Przy każdym obowiązkowo flaga duńska lub bornholmska.



O co chodzi? Otóż na Bornholmie właściwie każdy ma jakiś kawałek ziemi, a na nim troszkę warzyw i owoców. Jeśli zbiory przekraczają potrzeby jego gospodarstwa domowego, Bornholmczyk wystawia je na sprzedaż na zaimprowizowanym straganie przed domem. Pęczek marchewki, pudełeczko malin, młode ziemniaczki, a nawet miód i słoiczki z domowym dżemem (do tego ręcznie wypisana etykieta). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te mini stragany są samoobsługowe. Po prostu: cennik wisi, kasetka lub miseczka na pieniądze stoi i każdy wie, co ma zrobić, gdy chce coś stamtąd zabrać.

  

 Już sobie wyobrażam taką samoobsługę w Polsce. Kamery, monitoring, a najlepiej żywy człowiek, który siedzi i pilnuje interesu. A Bornholmczyk nie pilnuje..., widocznie wykonuje w tym czasie jakieś bardziej produktywne zajęcie. A, nawiasem mówiąc, te warzywa i owoce na tych mini straganach też wyglądają jak dla trolli. Pudełeczko malin, to nie więcej jak 10szt, marchewki są w pęczuszkach, ziemniaczki w torebeczkach, a miód w słoiczkach, a kosztują jak pudła, pęki, torby i słoje. Ale cóż, ulegamy pokusie tych śmiesznych sklepików i jednego dnia kupujemy groszek, pietruszkę, ziemniaczki, fasolkę, dżem i miód. Likwidujemy w ten sposób około 70% oferty jednego ze straganów (w końcu nie jesteśmy trollami). Zakupy uzupełniamy w wędzarni i pobliskim spożywczaku. W kuchni naszego apartamentu dajemy czadu...

Przydomowe stragany to nie tylko sposób na upłynnienie plonów z własnych upraw, ale w ogóle wszystkiego, co właśnie przestało być w domu potrzebne. Można więc na nich spotkać książki, czasopisma, stare filiżanki i rondelki, zdekompletowane spodki, miseczki, dzbanki, lusterka, kasetki na biżuterię, a nawet stare buty. 




I jeszcze jedno odkrycie. Jeśli ktoś do tej pory nie nasycił oczu słodkimi, kolorowymi domkami jak z bajki, przed jednym z nich może zakupić miniaturę przeznaczoną na domek dla ptaków. Należność należy uregulować przez dziurkę w drzwiach oznaczoną tabliczką "kasse". Drewniana figurka psa pilnuje prawidłowości przebiegu transakcji.