Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 stycznia 2022
niedziela, 21 marca 2021
Garnek bliskowschodni z jagnięciną lub wołowiną
piątek, 11 grudnia 2020
środa, 11 grudnia 2019
wtorek, 5 listopada 2019
niedziela, 16 czerwca 2019
Burgery z indyka z cheddarem z piklowanymi warzywami
Stary, poczciwy burger... tak bardzo w pewnym momencie pogardzany..., że fast food, że z sieciówek, że niezdrowy, że plastikowy, że nie wiadomo, co to za mięso..., a ta bułka, to istna wata. Do tego popijany colą i przygryzany równie niezdrowymi frytkami... toż to zabójcze paskudztwo opakowane kilogramami plastiku i papieru kreujące kilogramy wałków na brzuchu i biodrach już u najmłodszych konsumentów. I to właśnie ten zohydzony burger doczekał się teraz swojego renesansu i stał się jednym z modniejszych, żeby nie powiedzieć hipsterskich przysmaków dla tych, co wiedzą, co w trawie piszczy... Tyle, że to nie jest już burger z fast foodowej sieciówki, ale slow foodowy Pan Burger, który wykonany jest z mięsa zwierząt o szczególnym rodowodzie, które wiodły bezstresowe życie hulając po bezkresnych łąkach we dnie i w nocy, były karmione czekoladą, masowane po tajsku i raczone muzyką Beethovena. Tenże burger załadowany jest w organiczną bułkę upieczoną na stuletnim zakwasie, a następnie dopakowany równie organicznymi warzywami. No, może nie do końca tak, ale jakieś story musi być... I co? Można? Można! Można zrobić burgera w domu i, bądźcie pewni, nie będzie to fast food, czas oczekiwania będzie dłuższy niż w znanej sieciówce, ale efekt końcowy będzie tego wart. A oto mój burger multi kulti przyprawiony na bogato na sposób bliskowschodni z piklowanymi warzywami.
czwartek, 1 listopada 2018
czwartek, 25 października 2018
piątek, 31 sierpnia 2018
czwartek, 19 kwietnia 2018
Filet z kaczki na risotto z gruszką i selerem naciowym
To przez dania takie jak to nie jestem jeszcze w pełni wegetarianką. Kaczka, to jedno z tych nielicznych mięs, z których trudno byłoby mi zrezygnować. Taki filet z kaczki marynowany w alkoholu (ja najczęściej marynuję w winie, ale próbowałam też w alkoholach mocniejszych, np. w śliwowicy) usmażony na różowo, to przysłowiowe niebo w gębie, ale wymaga też odpowiednich dodatków. A co powiecie na risotto z selerem naciowym i gruszką? Jak dla mnie: nic dodać, nic ująć.
piątek, 16 marca 2018
środa, 21 lutego 2018
Wietnamska bagietka banh mi, czyli super buła z przebogatym wnętrzem
Owszem, w Wietnamie jada się bagietki. To taka pozostałość po czasach kolonialnych, podobnie jak ślimaki, czy na przykład pasztety. Banh mi, to specjalność Hoi An i tu właśnie Anthony Bourdain spróbował tej słynnej kanapki, którą podsumował "best sandwich in the world". Nie trzeba dodawać, że w Hoi An skierowaliśmy się właśnie w to miejsce, które od czasu wizyty słynnego foodies'a poznać można po długiej kolejce, która nie skraca się o żadnej porze dnia. Spróbowaliśmy i uznaliśmy, że wietnamska bagietka napakowana warzywami, zieleniną i wieprzowiną, wołowiną lub pasztetem albo wszystkim jednocześnie i doprawiona pikantnym chilli, to petarda i, chociaż, do pełnego porównania brakuje mi znajomości paru kanapek w różnych miejscach świata, śmiało przyznaję rację Anthony'emu Bourdain'owi.
wtorek, 6 lutego 2018
Bun cha, czyli wietnamskie kotlety mielone z makaronem ryżowym
To jest to danie, które Prezydent Obama zjadł podczas swojego pobytu w Hanoi w maju 2016. Po prostu przyjął zaproszenie Anthony'ego Bourdain'a, który akurat w Hanoi kręcił nowy odcinek Places Unknown dla telewizji CNN. I nie było to zaproszenie do żadnej ekskluzywnej restauracji tylko do rodzinnej, ulicznej knajpki prowadzonej przez jedną rodzinę od 20 lat. A Obama i jego świta przyjęli zaproszenie, tak po prostu, bez zastrzeżeń. Oczywiście przed knajpką była obstawa i tysiące Hanojczyków, a w środku Prezydent największego światowego mocarstwa siedzący na plastikowym, niebieskim krzesełku przy stole bez białego obrusu zajadający wietnamskie mielońce za 6 pln i bez żadnego zażenowania kwitujący ich smak tekstem "it's a killer!". Trzeba mieć naprawdę duuużo klasy i dystansu do siebie, żeby tak swobodnie czuć się w takich okolicznościach. Wielki szacunek... Nie wyobrażam sobie nikogo z naszej władzy przyjmującego takie zaproszenie, no niestety...
Knajpka ma w swoim menu tylko bun cha i sajgonki. Nic więcej. Od czasu wizyty Prezydenta Obamy, ma jeszcze coś, co się nazywa Obama Combo, czyli zestaw: sajgonki, bun cha i piwo. Nazwisko Prezydenta pojawia się także na opakowaniu nawilżonej chusteczki. Na ścianach wiszą zdjęcia z wizyty Prezydenta, ale właścicielom wcale nie odbiło z powodu sławy, jaka spadła na ich knajpkę po wizycie Baracka Obamy, nadal można tam zjeść tę samą pyszną bun chę za 6 pln. Gdyby kogoś poniosło do Hanoi, to restauracja nazywa się Bun Cha Huong Lien, przy 24 Le Van Huu, Hanoi.
środa, 15 listopada 2017
niedziela, 15 października 2017
poniedziałek, 25 września 2017
środa, 12 kwietnia 2017
czwartek, 3 listopada 2016
Kurczak kukurydziany w zatarze na risotto cytrynowo - bakłażanowym
Zatar, to roślina przyprawowa, ale jednocześnie mieszanka przypraw charakterystyczna dla kuchni Bliskiego Wschodu. W skład mieszanki wchodzi, oczywiście, sam zatar, ale także sumak, prażone ziarna sezamu oraz dodatkowe nuty smakowe, jak tymianek, kumin lub gorczyca w zależności od kraju. Mój zatar jest mieszanką z Syrii, kupiłam go na Kleparzu w Krakowie, ale widziałam go również na Rynku Jeżyckim w Poznaniu. Szukajcie na straganach z przyprawami w siermiężnych celofanowych opakowaniach albo w sklepach internetowych, tam zatar jest na pewno.
poniedziałek, 31 października 2016
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Kofty z mięsa i soczewicy w indyjskim sosie curry
Te kofty chodziły za mną od ponad roku, od czasu, gdy zobaczyłam film Smak Curry. Nie jest to do końca film o jedzeniu, ale interesująco i subtelnie opowiedziana historia dziwnej relacji dwojga nieszczęśliwych ludzi, w której jedzenie pojawia się niby mimochodem, niby na drugim planie, nie są to pięknie wystylizowane potrawy, które kamera filmuje w zwolnionym tempie. Jednak przypadek sprawia, że aromatyczne dania bohaterki, tak aromatyczne, że prawie czuć je z ekranu, stają się afrodyzjakiem w tym nietypowym związku. Dodatkowego smaku filmowi dodają zabawne dialogi bohaterki z jej ciotką oraz niezwykły Bombaj będący scenerią filmu. Ciepła, pięknie opowiedziana historia z kuchnią w tle, którą polecam miłośnikom Indii i kuchni indyjskiej, podobnie jak poniższe kofty z inspiracji Jamiego Olivera.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




