Właściwie przez większość mojego dorosłego życia miałam zawsze w perspektywie jakieś podróże, czasem kilka jednocześnie. Dalsze, bliższe i zupełnie bliskie, dłuższe i krótsze albo tylko weekendowe. To mnie zawsze napędzało i dodawało pary, bo w podróżach, moim zdaniem, najpiękniejsze jest czekanie, ten czas, któremu towarzyszy ciekawość i ekscytacja, czas, kiedy ma się tylko mgliste wyobrażenie na temat miejsca, do którego się zmierza.
W ostatnich dniach siedzę przy komputerze i odwołuję kolejne wyjazdy: Wielkanoc, Majówka, Boże Ciało... Na razie zostawiam ostatni, najpóźniejszy wyjazd. Como - Lombardia - epicentrum włoskiej epidemii. Łudzę się myślą, że będzie można wkrótce tam bezpiecznie pojechać, ale z dnia na dzień moje drugie ja przestaje powoli w to wierzyć, a serce pęka na widok dramatu, który właśnie się tam rozgrywa.
Na bliżej nieokreślony czas pozostaje tylko pociecha w postaci włoskiej kuchni - taka namiastka podróży, mikroskopijna, ale zawsze...







